Inwentaryzacja, czyli metrówka i półtora schodka.
Roki pojechał zmierzyć mieszkanie, które na rzucie z internetu było prostokątem. Wrócił z rysunkiem, na którym ściany miały własne zdanie.
ROKI / KOORDYNATOROPOWIEŚĆ Z PRACOWNI

Roki pojechał zmierzyć lokal, który na rzucie z internetu wyglądał na prostokąt. W rzeczywistości był prostokątem tylko z nazwy. Metrówka, szkicownik i odrobina pokory — to cały ekwipunek koordynatora.
Ściany nie czytają rzutów.
Stare budownictwo ma własne zdanie o kątach prostych. Ta sama ściana wyszła Rokiemu trzy razy inaczej i za każdym razem miała rację. Rzut z portalu ogłoszeniowego to nie dokumentacja — to zaproszenie do rozmowy.
Dlatego notujemy wszystko, co zjada centymetry: pion kaloryfera, wystający próg, rurę, szafkę, która jest, i drzwi, których nie ma, oraz okno, które kończy się wcześniej, niż zakłada rysunek.
Półtora schodka to nie literówka.
W ogłoszeniu klient napisał: „trzy stopnie do salonu”. W naturze były dwa i pół, przy czym ostatni z nich to raczej decyzja architektoniczna niż stopień. Roki zmierzył, narysował i dopisał: „prosimy nie liczyć na pół stopnia”.
Takie rzeczy widać dopiero na miejscu. Dlatego inwentaryzacja jedzie z nami nawet wtedy, gdy inwestor zapewnia, że „wszystko już zmierzył”. Zmierzył. Tyle że nie dla nas.
Rysunek, do którego można wrócić.
Po pomiarze powstaje jeden plan z zaznaczonymi odchyłkami, zamiast czterech notatek mieszkających w trzech telefonach. Kiedy leży on przy projekcie, nikt nie musi pamiętać, która wersja była tą właściwą — arkeeno trzyma rysunek, zdjęcia i ustalenia na jednym wózku.
A jeśli po drodze wypadnie ściana, to też ląduje na tym samym rysunku. Roki lubi takie sytuacje. Dzięki nim wraca z odpowiedzią, a nie z miarką.
[ ROKI MÓWI ]

„JEŚLI ŚCIANA MA 4,02 M, TO NIE JEST BŁĄD POMIARU. TO NOWE ZADANIE PROJEKTOWE.”

