Akceptacja bez pliku „final_FINAL_v7_teraz_serio”.
Roki przeszedł przez czternaście wątków mailowych i jedno zdjęcie serwetki. Wrócił z planem: jedna akceptacja, jedno miejsce.
ROKI / KOORDYNATOROPOWIEŚĆ Z PRACOWNI

Kiedyś akceptacja w naszej pracowni wyglądała tak: klient napisał „ok” na SMS-a, ale nie wiadomo, do której wersji. Roki przez tydzień chodził z nosem przy ziemi, szukając tropu. Znalazł tylko serwetkę z rysunkiem sofy.
„Ok” to nie jest akceptacja.
„Ok” może znaczyć: zgadzam się, przeczytałem, jestem w windzie albo proszę dać mi spokój. Roki nauczył się tego boleśnie, gdy zamówiliśmy płytki do wersji, którą klient widział tylko w miniaturce.
Dlatego każdą decyzję zapisujemy przy konkretnym etapie i konkretnej wizualizacji. W arkeeno akceptacja może trafić tam, gdzie leży projekt, zamiast ginąć między memem a przypomnieniem o fakturze.
Jedna wersja prawdy.
Gdy wszyscy patrzą na ten sam plik, rozmowa zmienia się z „który to był?” na „co poprawiamy?”. Komentarze przy obrazku są czytelniejsze niż strzałki narysowane palcem na zrzucie ekranu ze zrzutu ekranu.
Roki pilnuje, żeby nowa wersja miała numer, datę i krótką notkę, co się zmieniło. Nie z biurokratycznej pasji. Po prostu nie chce znowu tłumaczyć, dlaczego sofa jest zielona, skoro „przecież mówiliśmy o niebieskiej”.
Klient też lubi spokój.
Jasny proces nie jest zimny. Klient wie, co już ustalił, co czeka na decyzję i kiedy ma się odezwać. Mniej pytań „na jakim jesteśmy etapie?”, więcej rozmowy o tym, jak ma się mieszkać.
Po wdrożeniu nowego porządku Roki pierwszy raz od miesięcy zdrzemnął się w godzinach pracy. Twierdzi, że to był przegląd harmonogramu z zamkniętymi oczami. Uznaliśmy to za sukces procesu.
[ ROKI MÓWI ]

„JEDNA AKCEPTACJA W JEDNYM MIEJSCU. RESZTĘ ZOSTAWMY SERWETKOM.”

